Strona:PL Don Kiszot z la Manczy (Kamiński).djvu/071

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


bił, żeby mu konia ukraść i pójdziesz do więzienia.
— Nie mam czasu tam iść — odparł zastraszony Sanczo — więc już wolę wyznać, że pan Don Kiszot jest na górze, która się nazywa Czarną Górą i udaje tam waryata.
Rozgadawszy się, giermek nie zataił żadnej przygody rycerza; nareszcie zaczął opowiadać o liście do Dulcynei, który ma jej doręczyć.
— Pokaż-no ten list — odezwał się proboszcz — bardzo ciekawy jestem, co w nim napisane.
Sanczo sięgnął do kieszeni, ale naraz zbladł, zaczął sobie włosy wydzierać i tak się bił sam, jakby także zwarjował.
— Zgubiłem list! zgubiłem wszysto! — krzyczał w niebogłosy.
— Czego desperujesz? — zapytał proboszcz. Rycerz napisze drugi list i Dulcynea dostanie go trochę później. Cóż to szkodzi?
— U mnie w głowie trzy osły, a nie jakaś tam Dulcynea!
— U ciebie w głowie cały tuzin osłów — rzecze cyrulik.
— Nie tuzin, tylko trzy osły, które mi Don Kiszot podarował i zapis dał na nie. Co ja teraz zrobię?!
Proboszcz pocieszał Sancza, że za jego wstawieniem te trzy osły go nie miną. Wte-