Strona:PL Don Kiszot z la Manczy (Kamiński).djvu/070

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Ponieważ i Rosynant przez ten czas miał być wolny od służby rycerskiej, więc Sanczo uzyskał pozwolenie, aby dla pośpiechu pojechać na koniu Don Kiszota.

— Jedź, jedź — powiedział Don Kiszot — i przywieź mi jak najprędzej odpis pięknej Dulcynei.



XII.
WŚRÓD GÓR I SKAŁ.


Sanczo Pansa wkrótce przyjechał do gospody, w której niedawno taka go nieprzyjemność spotkała. Żołądek nakłaniał go, żeby tam wstąpił; reszta ciała wszakże odradzała mu to usilnie, bo dotąd jeszcze przypominało mu się, jak podlatywał w górę i spadał.
Kiedy się jeszcze namyślał, co począć, wyszło z oberży dwóch mężczyzn, którzy go zaraz poznali. Jeden z nich był to proboszcz, a drugi cyrulik, ci sami, którzy niedawno taki surowy sąd wydali na książki Don Kiszota. Zawołali go i spytali o pana. Sanczo z początku nic odpowiadać nie chciał, ale cyrulik umiał mu usta otworzyć.
— Jeśli nie wyznasz, bratku, gdzie twój pan, to się podasz w podejrzenie, żeś go za-