Strona:PL Don Kiszot z la Manczy (Kamiński).djvu/054

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Gdybyś, uprzejmy gubernatorze tego pałacu, potrzebował pomocy mojego ramienia — rzekł rycerz — to wezwij mnie tylko, a pośpieszę na twoje usługi i nieprzyjaciół twoich skruszę na miazgę.
— Ja spokojny człowiek — odpowiedział oberżysta — i nie mam nieprzyjaciół, ale dziękuję panu za dobre chęci.
W tym samym lamusie ułożył się także do spania mulnik, który przyjechał wieczorem. Wkrótce zgaszono latarkę, i wszyscy trzej pogrążyli się w głębokim śnie.
W nocy nadjechało kilku furmanów. Oberżyście potrzebna była latarka, posłał więc po nią swego chłopca do lamusa. Don Kiszot, który miał czujny sen, zerwał się i wyciągnął ręce, mniemając, że to jakiś duch po lamusie chodzi. Naraz chłopiec potknął się o jego długie nogi i upadł. Na ten odgłos zerwał się mulnik, i będąc pewnym, że to złodziej, wpadł na Don Kiszota, wstającego ze swego posłania, a rzuciwszy się na niego, zaczął go tak bić, że biedny rycerz obalił się na pół żywy. Tymczasem parobczak, żeby guza nie oberwać, usunął się od Don Kiszota chyłkiem i trafił na tarczę. Rozbudzony giermek porwał się na niego i zaczął go pięściami okładać. Mulnik, zauważywszy, że jeden przeciwnik już jest całkiem pokonany, pośpieszył tam, skąd go do-