Strona:PL Don Kiszot z la Manczy (Kamiński).djvu/043

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Błędny rycerz nigdy się nie skarży na rany, choćby mu wnętrzności wypadały — odparł Don Kiszot.
Giermek rad był, że przynajmniej jemu wolno się wyżalić, gdyby mu co doskwierało, a właśnie czuł głód i pragnienie. Odezwał się z tem, a szlachetny rycerz pozwolił mu zaspokoić obie te potrzeby, Sanczo Pansa korzystał z tego, porządną część zapasów spożył sam, bo Don Kiszot nic nie chciał jeść i pić, pogrążony w myślach o pięknej Dulcynei.
Pokrzepionemu giermkowi podobało się błędne rycerstwo, szczególniej, kiedy wspomniał na obietnicę swego pana co do owej wyspy lub królestwa.
Ponieważ było już późno, a do wsi daleko, nocowali więc pod drzewem, z którego Don Kiszot ułamał gałąź, mającą zastąpić włócznię, a do gałęzi przytwierdził żeleźce ze swojej popękanej spisy. Całą noc przepędził bezsennie, jak prawemu rycerzowi przystało, marząc o swojej sławie i o królowej swego serca. Natomiast Sanczo Pansa, który nietylko podjadł, ale i wypił dobrze, spał tak twardo, że nazajutrz ani jasne słońce, ani świegotanie ptasząt obudzić go nie mogły.
Dopiero pan jego przerwał ten miły wypoczynek i kazał mu ruszać w dalszą drogę.
Ze smutkiem spostrzegł Sanczo, że worek