Strona:PL Don Kiszot z la Manczy (Kamiński).djvu/025

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


wiek wesoły zgodził się uczynić zadość prośbie Don Kiszota i umyślił dobrze zabawić się jego kosztem.
— Panie wojaku — odpowiedział — prośba pańska jest bardzo słuszna, a życzenie wielce chwalebne. Jakżebym mógł tak walecznemu mężowi odmówić, zwłaszcza, że za młodych lat sam byłem błędnym rycerzem i znała mnie policja w całej Hiszpanji. Wprawdzie w zamku moim niema teraz kaplicy, bo dopiero będzie zbudowana; ale w potrzebie koniecznej można to inaczej urządzić: odbędziesz pan straż nocną na podwórzu zamkowem, a jutro dopełnimy reszty obrzędów. Takie panu dam uderzenia rycerskie, jakich jeszcze nie dostałeś. Jeszcze jedno: masz pan przy sobie pieniądze?
— Ani grosza — odrzekł Don Kiszot. — Nie czytałem też nigdy, żeby błędny rycerz woził się z pieniędzmi.
— Mylisz się pan — rzekł na to gospodarz. — Albo ci, którzy pisali pańskie książki, byli to nierozumni, albo uważali, że ta okoliczność sama przez się jest zrozumiała i nie warto o niej wspominać. Cóżby to był za błędny rycerz bez pełnej sakiewki, bez bielizny do zmiany i bez balsamu od ran?... Na otwartem polu, na pustkowiu łatwo o bitwę, a cyrulik nie zawsze jest pod ręką. Chyba zranionemu przyśle potężny a przyjazny czarownik uzdra-