Strona:PL Don Kiszot z la Manczy (Kamiński).djvu/024

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Wzorze rycerzy i gubernatorów! — zawołał — tu przed tobą klęczeć będę i nie wstanę, aż uczynisz mi łaskę, o którą cię błagam. Pozyskasz nią sławę dla siebie, a pożytek i dobro dla całego świata.
Tłusty oberżysta patrzył z podziwieniem na klęczącego, nie wiedząc, co ma o tem myśleć. Prosił go, żeby powstał, ale daremnie. Nakoniec musiał mu przyrzec, iż spełni jego prośbę.
— Spodziewałem się tego po twojej wspaniałomyślności — rzecze Don Kiszot. — Dowiedz się, panie, że łaska, o którą cię proszę, polega na tem, żebyś mi wymierzył uderzenia, pasujące mię na rycerza. Tej nocy odbywać będę straż w pańskiej kaplicy zamkowej, żeby jutro rano otrzymać to, do czego z upragnieniem tęsknię. Wtenczas już mi nic nie przeszkodzi powędrować na wszystkie cztery strony świata, jak tego moje powołanie wymaga, żeby siłą mego ramienia pomagać uciśnionym, okazać moją dzielność w potyczkach i przygodach i świat cały napełnić uwielbieniem dla moich czynów. To jest obowiązek błędnych rycerzy, a ja pałam życzeniem i chęcią spełnienia tego obowiązku, jako jeden z najwaleczniejszych między niemi.
Oberżysta widział teraz jasno, że gość jego miał zajączki pod hełmem; ale jako czło-