Strona:PL Daniel Defoe - Przypadki Robinsona Kruzoe.djvu/338

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


i serdecznéj, dziękując Bogu za wszystkie łaski i dobrodziejstwa.
Nakoniec wszedłem do łodzi w towarzystwie Piętaszka, który nie dał się nakłonić do pozostania na wyspie. Papugę, Amigo i dwie najulubieńsze kozy zabraliśmy z sobą.
Długo stałem na pokładzie z Piętaszkiem, wpatrując się w niknące góry ukochanéj wyspy, on także miał oczy łzą zaszłe, gdyż rozstawał się kto wie na jak długo z ojcem...
Miałem zamiar kiedyś tu powrócić, choćby dla odwiezienia Piętaszka i zobaczenia co się dzieje z mojém królestwem.
Podróż nasza odbyła się pomyślnie, tak iż 25 listopada tegoż roku, zawinęliśmy do brzegów Anglii.
Zkądże wezmę słów dla wyrażenia uczuć mych na widok ukochanéj ojczyzny, od tylu lat nie widzianéj; w żadnéj podobno mowie ludzkiéj takich nie znajdzie. Bóg tylko jeden widział stan mojéj duszy, On słyszał bicie serca, czuł łzy gorące spływające po twarzy. O! ta niezapomniana chwila była mi sowitą nagrodą za wszystkie trudy i cierpienia.
Bez zatrzymania podążaliśmy do Londynu. Dnia 4 grudnia zarzuciliśmy kotwicę przy wybrzeżach przedmieścia Southwark.
Najprzód wywiedziałem się o mieszkanie wdowy po przyjacielu mym, kapitanie portugalskim, z którym przed ośmnastu laty odbyłem pierwszą podróż do Gwinei. Żyła jeszcze trzymając nie wielki sklepik na Finch–lane. Przebyła ona wiele nieszczęść i dziś zostawała prawie w niedostatku;