Strona:PL Daniel Defoe - Przypadki Robinsona Kruzoe.djvu/329

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Więźnie najpokorniejszemi słowami obiecywali poprawę i prosili kapitana, ażeby się raczył wstawić za niemi do gubernatora.
Ma się rozumieć, że tym gubernatorem byłem ja, lecz stałem zdaleka, nie mieszając się wcale do téj rozprawy. Wysłuchawszy wszystkiego wysłałem porucznika, który zbliżywszy się do kapitana, rzekł:
— Panie! jego excelencya gubernator życzy sobie z nim mówić.
— Powiedz pan jego excellencyi, że jestem na jego rozkazy — odrzekł kapitan.
Więźniowie słysząc te słowa, uwierzyli że w istocie gubernator z oddziałem wojska znajduje się w pobliżu, a widząc odchodzącego kapitana, raz jeszcze błagali go, żeby się za niemi wstawił.
Naradziliśmy się pocichu. Wypadło z tego, aby Atkinsa i dwóch najzuchwalszych odprowadzić do jaskini, do reszty zaś przemówić, dać im zupełne przebaczenie, pod warunkiem aby dopomogli do odzyskania okrętu.
Podczas gdy Piętaszek z podróżnym i jednym z najzaufańszych majtków konwojowali więźniów, niosąc z sobą żywność dla nich i schwytanych poprzednio, odbyliśmy naradę względem zdobycia napowrot statku.
Przedewszystkiém należało zbadać usposobienie majtków obdarzonych przebaczeniem, o ile mają chęć wspierać nasz zamiar.
Kazałem ich przywołać przed siebie.
Ciemność taka panowała wokoło, że nie mogli widzieć jak wielka liczba była wojska pod moimi rozkazami.