Strona:PL Daniel Defoe - Przypadki Robinsona Kruzoe.djvu/325

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


sy i naszych obu towarzyszy i wichrzycieli znikły w oddaleniu.
Wówczas pospieszyliśmy ku brzegowi; w szalupie był tylko jeden majtek, drugi kąpał się w morzu, trzeci zaś usnął w krzakach. Kapitan poznawszy w śpiącym jednego z dowódzców wichrzycieli, kolbą mu głowę roztrzaskał. Dwaj drudzy poddali się zaraz, tém bardziéj że ich uwiedziono tylko i już poprzednio żałowali przyłączenia się do buntu.
Obadwaj przyrzekli kapitanowi pomagać ze wszystkich sił, z żalem wyznając swą winę:
— Gdybyśmy się — rzekł jeden, — odważyli im sprzeciwić, byliby nas zamordowali; życie poświęcimy za pana, jeżeli tylko zechcesz przebaczyć nam łaskawie.
Kapitan prosił abym uzbroił obudwóch, zaręczając za ich wierność, uczyniłem to, a tak siły nasze zwiększyły się.
Pomiędzy sześciu jeńcami znajdującemi się w jaskini, czterech było takich, którym kapitan i porucznik ufali, że zaś i dwaj majtkowie potwierdzili to zdanie, a zatém kazałem ich przyprowadzić i uzbroić także. Wojsko więc nasze wynosiło dziewięciu ludzi, nie licząc mnie i Piętaszka.
Noc już zapadała, kiedy obaj towarzysze przybyli z swéj wycieczki; wspólnemi siłami wyciągnęliśmy czółno, i przedziurawili jak szalupę; poczém posiliwszy się i wypocząwszy, oczekiwaliśmy na przybycie zbłąkanych.
W godzinę może potém nadciągnął nieprzyjaciel: cała gromada klęła w szkaradny sposób; jeden narzekał na głód, drugi na pragnienie, a wszyscy w ogóle użalali się na próżną włóczęgę, która ich nadzwyczajnie zmęczyła. Utykając co krok w ciemnościach, zbliżyli się wreszcie do szalupy. Nikt