Strona:PL Daniel Defoe - Przypadki Robinsona Kruzoe.djvu/308

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


oddali mię jako Anglika w ręce wielkorządzcy, lub jako heretyka inkwizycyi świętéj, któraby mię niezawodnie spaliła.
Wyrazy te zasmuciły bardzo Hiszpana.
— Wielki Boże! — zawołał, — czyż możesz nas mieć za takie potwory. Tylu doznaliśmy nieszczęść i przeciwności, jak możesz sądzić byśmy zbawcy naszemu tak czarną odpłacili niewdzięcznością?
— Właśnie téż — zawołałem, — najczęściéj ludzie złém za dobre odpłacają, a wdzięczność coraz bardziéj wychodzi z mody; wreszcie tobie wierzę, ale któż mi zaręczy za twych współziomków?
— W takim razie pozwól, abym ze starym Karaibem odpłynął do wyspy, gdzie dotąd mieszkaliśmy; zabiorę z sobą papier i wszystko co do pisania potrzebne, spiszemy kontrakt że uznajemy we wszystkiém twoją władzę, i złożymy ci przysięgę na wierność. Ja wykonam ją także jeszcze przed odjazdem, a gdyby się znalazł złoczyńca, któryby tego układu nie dotrzymał, ukarzemy go śmiercią.
W twarzy Hiszpana kiedy wymawiał te wyrazy taką było widać szczerość, żem mu zupełnie zaufał, i przystałem na umówiony układ. Już wszystko było ułożoném co do dnia i godziny wyprawy, kiedy on sam zwrócił uwagę że trzeba się jeszcze wstrzymać pół roku, albowiem zapasy żywności a zboża głównie, dostateczne dla mnie i Piętaszka, a nawet dla nas wszystkich, nie wystarczyłyby na długo na wyżywienie dwudziestu ludzi. Postanowiliśmy zatém duży kawał ziemi uprawić i obsiać, a po ukończeniu dopiero żniw, przedsięwziąść wyprawę zamierzoną.