Strona:PL Daniel Defoe - Przypadki Robinsona Kruzoe.djvu/292

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Robinson bardzo zły na Piętaszka, bo go chce od siebie wypędzić.
— O nie, mój przyjacielu, ale chciałbym ci sprawić radość. Cóżbyś robił wróciwszy do swoich?
— Powiedziałbym im, że Benamuki jest bardzo słaby bóg, a Uwukaki oszusty.
— Toby cię zabili.
Piętaszek się zamyślił, a potém rzekł:
— Nauczyłbym ich o Bogu chrześciańskim, o niebie, o Zbawicielu, toby sami porzucili starego bożka.
— Jedź, jedź kochany bracie — zawołałem, — zostań między twemi, ja tu znowu sam żyć będę.
Indyanin odbiegł do miejsca gdzie rzeczy leżały, przyniósł siekierę, i klęknąwszy podał mi ją.
— Cóż to ma znaczyć — zapytałem zdziwiony.
— Niech Robinson zabije Piętaszka, a nie mówi tak więcéj.
Uścisnąłem poczciwego chłopca, dowód ten przywiązania rozrzewnił mię. Postanowiłem razem z nim popłynąć w odwiedziny do jego rodaków.
Wkrótce téż potém wzięliśmy się do budowy czółna. Piętaszek wybrał potężne drzewo, spuścił go wraz ze mną, i z największą zręcznością przy mojéj pomocy wyrobił z niego w dwóch miesiącach obszerne czółno, mogące ośmiu ludzi pomieścić. Używaliśmy do téj roboty naprzemian siekiery i ognia; o ileż był zgrabniejszym i bieglejszym odemnie.
Aby je spuścić na morze, potrzebowaliśmy aż czternastu dni; dodałem do tego maszt, żagle i ster, a Indyanin nie mógł wyjść z podziwienia, widząc jak z ich pomocą statek szybko