Strona:PL Daniel Defoe - Przypadki Robinsona Kruzoe.djvu/278

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Nareszcie nauczyłem go wymawiać „tak“ i „nie“ i na tém zakończyła się pierwsza lekcya.
Przez noc zostawiłem Piętaszka w grocie, na drugi dzień rano wziąłem go do zamku, ażeby się ubrał, gdyż chodził zupełnie nago. Kiedyśmy przechodzili około miejsca zkąd widać było scenę biesiady wczorajszéj, pokazywał mi na migi, że radby zobaczyć czy nie zostało co z resztek, okazując wielki apetyt na ludzkie ciało. Wtedy wyraziłem mu obrzydzenie moje, dając uczuć że to było szkaradną rzeczą jeść ludzi. Poczém widząc że dzicy zniknęli bez śladu, zapragnąłem obejrzeć miejsce wczorajszéj biesiady. Bojąc się jednak czy gdzie dzicy w ukryciu nie pozostali, uzbroiłem Piętaszka w łuk i siekierę, a sam wziąwszy szablę, pistolety i strzelbę, ruszyłem naprzód.
Wkrótce przybyliśmy na miejsce. Cóż za okropny widok! dokoła mnóstwo szczątków ciał ludzkich: pięć rąk, trzy czaszki i kilka piszczeli; palce pokrwawione, wpół ogryzione, kawały mięsa opalonego. Takie mię porwało obrzydzenie, że doznałem bardzo nieprzyjemnéj słabości, która mi przecie ulżyła. Przeciwnie, Indyanin spoglądał z niezmiernym apetytem, i gdyby nie groźne moje spojrzenia, byłby niezawodnie ogryzł kostkę którego przyjaciela.
Widząc mię stojącego z załamanemi rękoma, usiłował gestami dać do zrozumienia, że wraz z trzema towarzyszami, w bitwie stoczonéj na wyspie ku południowi położonéj, dostał się do niewoli, że to są właśnie głowy jego współrodaków, których pożarł nieprzyjaciel.
Wykopawszy dół, pogrzebaliśmy resztki nieszczęśliwych ofiar, poczém ruszyłem ku zamkowi, gdzie przybywszy, wy-