Strona:PL Daniel Defoe - Przypadki Robinsona Kruzoe.djvu/252

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


a ustroiwszy krzyż w kwiaty, długo modliłem się za matkę ze łzami, nie wiedząc czy jeszcze żyje. A teraz gotowałem zbytkowy obiad, i najlepszém winem miałem spełnić jéj zdrowie. Cały mój dwór zaproszony do stołu, dzielił ucztę, używając wszystkich potraw zarówno z panem.
Ponieważ dawniejsze zagrodzenie bambusowe nie zasłaniało mię dobrze od słot jesiennych, sporządziłem więc szczelną ścianę z desek, w któréj znajdowało się okienko z dwóch szyb okrętowych i drzwi z zamkiem wyjęte z kajuty kapitana, mogłem się teraz zamykać na noc, nie obawiając się niespodzianego napadu.
Wnętrze jaskini było wybornie zaopatrzone, na klockach leżały deski, na nich stało łóżko z pościelą, obok stół świeżo zrobiony z desek, na nim świeca woskowa, koło stołu krzesło, nad łóżkiem namiot z żaglowego płótna: a kiedy na kominku buchnął ogień, a drzwi i okno zasłoniłem firanką, można się było rozkoszować i drwić z burzy ryczącéj na dworze.
Przejście wiodące przez korytarzyk zagrodziłem także ścianą, aby uchronić się od wyziewów spiżarnianych. Drugi zaś wychód zatarasowałem tak dobrze, że nikt tamtędy nie mógłby się dostać do jaskini.
Czasami tylko wspomnienie o trzęsieniu ziemi przerażało mię, ale wspomniawszy na Opatrzność, powierzałem się Jéj z ufnością i odzyskiwałem spokojność.
W zimie dni powszednie schodziły mi na pracy, wieczory i święta na czytaniu biblii; ach ta nieoceniona księga, była mi najlepszym towarzyszem i przyjacielem w samotności: w niéj czerpałem zdrój pociech w mém osamotnieniu.
Skoro tylko pierwsze promienie wiosennego słońca zabłysły, natychmiast wziąłem się do uprawy roli. Do radełek