Strona:PL Daniel Defoe - Przypadki Robinsona Kruzoe.djvu/248

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


dziewiątéj albowiem nocy powstała znowu burza połączona z deszczem i piorunami.
Nie lękałem się o przedmioty ulegające zepsuciu od wody, gdyż wszystkie znajdowały się w jaskini, ale kiedy piorun zgruchotał niezbyt odległe drzewo, straszliwa ogarnęła mię trwoga: przypomniałem sobie że tuż obok mnie znajduje się blisko czterechset funtów prochu; gdyby piorun weń uderzył, wyleciałbym w powietrze z całą jaskinią. Klęcząc i modląc się, przepędziłem resztę nocy na kolanach, drżąc za każdą błyskawicą i polecając się Bogu; nakoniec nad ranem burza uspokoiła się i piękna zajaśniała pogoda, ale mimo to przez długi czas nie mogłem przyjść do siebie z przerażenia.
Po śniadaniu umyśliłem przenieść proch do koźléj jaskini, ażeby nie zamokł, pakowałem go w próżne flaszki przywiezione z okrętu, a potem biorąc po kilkanaście do kosza nosiłem do mojego skalistego magazynu, umieszczając je w brylantowéj grocie, to jest w drugiéj jaskini. Zostawiłem sobie tylko do użycia z dziesięć funtów prochu, zakopanego w ziemi w butelkach.
Do jaskini zaniosłem znaczną część innych zapasów i narzędzi, aby w razie napadu dzikich i nie pomyślnego obrotu walki, mieć pewność że nie utracę mych skarbów, chociażbym był zmuszony uciekać.
Duże działo wywindowałem przy pomocy kółek od falkonetów odjętych i lin, na strażnicę, tam je przymocowałem na lawetach częściowo poprzenoszonych, a wreszcie przykryłem budką z desek, aby je zabezpieczyć od deszczów; skierowałem wylot ku morzu, w celu aby gdy nadejdzie potrzeba dawania sygnałów okrętom, odgłos szedł w tamtą stronę.