Strona:PL Daniel Defoe - Przypadki Robinsona Kruzoe.djvu/174

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


myśląc jak tylko o zaspokojeniu zwierzęcych potrzeb, a nigdy pozioma myśl nie wzniosła się do Pana nad pany.
Tymczasem przyciśniętemu ciężką niemocą, zesłał najmiłosierniejszy Ojciec cudowny że tak powiem sen, który mię nawrócił i w innego przemienił człowieka.
Dzisiaj spokojnie spoglądam w przeszłość, teraźniejszość i przyszłość; dziś w każdym wypadku szukam dobréj strony, i wszystko przyjmuję w pokorze co Bóg na mnie zeszle. Nie narzekam na brak rozmaitych potrzeb do uprzyjemnienia życia niezbędnych, ale dziękuję za to co mi Opatrzność mieć dozwoliła.
Co dzień wstając i kładąc się spać dziękuję Panu memu za moje położenie, za wytrwałość w znoszeniu niewygód i natchnienie do pokonywania rozmaitych trudności, i nieraz myślę o tém, że jest bardzo wielu ludzi, którzy doświadczywszy jakiejś przeciwności, wyrzekają z płaczem: O Boże, czyż może być kto nieszczęśliwszym odemnie! A jednakże gdyby porównali los swój z nieszczęściami i przeciwnościami tysiąca bliźnich swoich, gdyby rozważyli coby się działo z niemi, jeżeliby podobało się Opatrzności wtrącić ich w takie położenie, zaręczam że przestaliby narzekać na swą niedolę, z bojaźni aby Bóg w gorszą ich nie wtrącił.
Życie moje, kiedym się dobrze nad niém zastanowił, nie było tak opłakaném, jakby się to niejednemu czytelnikowi wydawać mogło; czyż nie zasłużyłem na daleko gorsze położenie? Wychowany w domu rodzicielskim w zasadach religii i moralności, uczony bojaźni Bożéj i wypełniania obowiązków względem bliźnich, jakież prowadziłem życie wyszedłszy w świat? Czyż żyjąc pomiędzy marynarzami aby raz zwróciłem myśl ku Bogu? czyż trudniąc się plantatorstwem, dzię-