Strona:PL Daniel Defoe - Przypadki Robinsona Kruzoe.djvu/164

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


wysokości góry. Długość jéj mogła wynosić milę, szerokość nieco więcéj pół mili angielskiéj[1].
Pyszna zieloność trawy zaściełającéj dolinę nadobnym kobiercem, nadzwyczajnie mię zachwyciła. Tu i owdzie rosły gaiki palm kokosowych, urozmaicając okolicę, z boku zaś błękitna wstęga czystéj jak kryształ rzeczki, dopełniała piękności tego miłego ustronia. Dodajmy do tego, że góry zasłaniające je od południa, łagodziły skwar klimatu, nie dopuszczając gorącego wiatru z południa.
Pół dnia przepędziłem w tém miejscu, zwiedzając we wszystkich kierunkach rozkoszną dolinę. Zdawało mi się że jestem w jakimś przepysznym ogrodzie. Dlaczegoż nie znalazłem jéj zaraz po moim przybyciu na wyspę i nie obrałem tutaj mieszkania.
Zachwycenie moje jeszcze się powiększyło, gdy w jedném miejscu znalazłem dużo dzikich melonów. Były one wprawdzie kwaskowe, ale przez przesadzenie i pielęgnowanie, mogły nabrać właściwego i przyjemnego smaku, urwałem parę i wrzuciłem do kosza.
Noc przepędziłem na stroméj skale, zabezpieczającéj mię od napadu drapieżnych zwierząt. Lecz powiedziawszy prawdę, nie bałem się ich zupełnie, bo nie widziałem dotąd ani jednego.

Nazajutrz zamiast iść daléj, zacząłem się namyślać, czyby nie lepiéj było przenieść się tutaj ze wszystkiemi bogactwami; ale zastanowienie iż ztąd morza wcale nie widać, nakłoniło mię do pozostania przy moim warownym zamku. Tu-

  1. Pięć mil angielskich idzie na jednę naszą.