Strona:PL Daniel Defoe - Przypadki Robinsona Kruzoe.djvu/153

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Nie wymawiaj się kochaneczku, nie święci garnki lepią, a bez prace nie będą kołace, ani téż pieczone gołąbki nie przyjdą same do gąbki; trzeba troszkę czoła zapocić.
W ten sposób prowadziłem sam z sobą dyskurs; ktoby słuchał z boku, mógłby się naśmiać potężnie. Często w méj duszy odzywały się dwa różne głosy: jeden przedstawiający moje lenistwo, zwątpienie i wszystkie złe nałogi; drugi surowy, karcący każdą złą myśl, nie przepuszczający najmniejszego przewinienia. Ile razy zachodziła między niemi sprzeczka, ten drugi miał zupełną słuszność, i z łatwością obalał wszystkie wymówki lenistwa. Poznałem że był to głos sumienia, głos prawdy, i zawsze w końcu szedłem za jego radą.
I teraz zabrawszy łuk i strzały, nie ociągając się dłużéj poszedłem do lasu z głową nabitą garncarstwem.
Ma się rozumieć, że przed odejściem naznosiłem na ogień dużo drzewa, a kozy zamknąłem w stajence.




XXI.
Zastrzelenie kozy — sól — pieczeń — próby garncarstwa — różne trudności — piec garncarski — nieudatna robota — odkrycie polewy — rosół.

Chcąc ustrzelić kozę, należało zapuścić się w stronę gdziem je pierwszy raz widział. Przebiegłszy część lasu, wy-