Strona:PL Daniel Defoe - Przypadki Robinsona Kruzoe.djvu/131

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


posłaniu nagotowałem dwie duże muszle napełnione wodą, nie chciałem bowiem narażać się w nocy na wychodzenie do źródła.




XVIII.
Choroba — cierpienia, brak pomocy — rozpacz — gorączka — marzenie straszliwe — dwa dziwne sny.

Zaledwie sen skleił moje powieki, kiedy nagle przebudziło mię nadzwyczajne zimno. Sądziłem że znów woda podpłynęła moje posłanie, lecz niebo wypogodzone, pięknie i jasno świecący księżyc przekonały mię o mylności tego mniemania. Czułem w całém ciele tak silne dreszcze, iż zęby szczękały od nich i drżałem jakby wśród najtęższego mrozu. Nadaremnie otuliłem się kołdrą, nic to nie pomagało, zdawało mi się że zmarznę.
Tak męczyłem się blisko do rana: wówczas zimno mię zaczęło opuszczać, a w miejsce jego powstała tak silna gorączka, że pozrzucawszy z siebie kołdrę i odzież, jeszcze nie mogłem wytrzymać; czułem wewnątrz palący ogień, pragnienia nie mogłem ugasić, a głowa mało nie pękła z bólu. Nakoniec zmęczony cierpieniem, mocno usnąłem.
Kiedym się przebudził, słońce zbliżało się już ku południowi; zimno, gorąco i ból głowy opuściły mię zupełnie, lecz czujem się tak bardzo osłabionym, że niepodobna wstać było.