Strona:PL Daniel Defoe - Przypadki Robinsona Kruzoe.djvu/125

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


domek obchodził go uroczyście. Wieczorem zasiadaliśmy do wspólnego stołu wraz z domownikami i służącemi, a po wieczerzy ojciec wziąwszy Pismo Święte, czytał z ewangelii św. Łukasza rozdział o Narodzeniu Pańskiém, zaczynający się od słów:
I stało się w dni one, że wyszedł dekret od cesarza Augusta, aby popisano wszystek świat.
Wysłuchawszy pobożnie i w milczeniu słów świętych, piewaliśmy pieśni pobożne, potém zaś rodzice prowadzili nas do osobnego pokoju, gdzie stał wielki stół białym zasłany obrusem, a na nim leżały rozmaite podarki dla dzieci, domowników i służących, przykryte piękną serwetą. Poczém ojciec zdjąwszy ją, z kolei rozdawał wszystkim. Ileżto było radości, oglądania, uciechy.
Pamiętam dobrze te czasy, kiedy jeszcze wszyscy trzej byliśmy w domu. Starsi bracia odbierali w podarunku różne części ubrania, ja zaś najmłodszy, zapas rozmaitych zabawek, mających mi wystarczyć do dnia urodzin. Rozkosz to była niewypowiedziana, dlatego téż zwykle nie mogliśmy się doczekać uroczystości wigilii Bożego Narodzenia, i zawsze na parę tygodni wprzód rachowaliśmy wiele jeszcze dni do niej mamy.
Kiedy mi to wszystko przypomniało się tak żywo: serce ścisnęło się gwałtownie i głośnym wybuchnąłem płaczem. Długo tak, bardzo długo płakałem, nie mogąc się uspokoić. Nareszcie łzy ukoiły tęsknotę, ale do żadnéj pracy nie byłem zdolny. Przez cały dzień siedziałem na wzgórku przyległym mojéj jaskini, patrząc w stronę, gdzie podług mego przypuszczenia Anglia znajdować się powinna. Piękna kraina podzwrotnikowa, do któréj tak tęskniłem w domu, zdawała mi