Strona:PL Daniel Defoe - Przypadki Robinsona Kruzoe.djvu/092

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


mym spodzie ogromny głaz płaski. Pod tym głazem był w murze wązki otwór, przez który mogłem wychodzić i wchodzić do méj jaskini; wewnątrz zaś ogrodzenia zostawiłem drugi duży kamień, dla zamykania na noc bram mojego pałacu. Samo przytoczenie pierwszego głazu z odległości 10 kroków, kosztowało mię pół dnia pracy, proszę więc wystawić sobie, jaki był ciężki.
Ukończywszy fabrykę, usiadłem naprzeciw wystawionego muru, przypatrując się z dumą i radością mojemu dziełu. Szesnaście dni zeszło mi nad tą pracą, a nieraz tak mi trudności dawały się we znaki, iż nie wiele brakowało, ażebym nie odrzekł się wszystkiego.
Ale odpoczynek mój był krótki. Przypomniałem sobie, iż jeszcze przed zachodem słońca trzeba było urządzić sypialnię. Dużo mchu pozostało mi od budowania; z niego więc usłałem sobie w kącie groty wygodne posłanie, mech albowiem był nadzwyczaj miękki i sprężysty.
Przed udaniem się na spoczynek orzeźwiłem się kąpielą w morzu, a wróciwszy do domu i ułożywszy się, zawołałem:
— Otóż mam pałac królewski i cesarskie posłanie. Prawda że za to kostium dziadowski, a żywność więcej aniżeli skromną, ale cóż robić, z czasem i to się może poprawi. Dobranoc ci mój wspaniały zamku, daj Boże żebym nie potrzebował długo ci się naprzykrzać...
Wkrótce sen skleił strudzone me powieki.