Strona:PL Daniel Defoe - Przypadki Robinsona Kruzoe.djvu/091

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


sze. Praca ta zajęła mi czas do samego wieczora, a gdym się przypatrzył poznoszonym kamieniom, przekonałem się, iż najmniéj tydzień czasu upłynie, zanim dostateczną ilość zgromadzę. Nocy przepędzać trzeba było jeszcze na drzewie, aż do ukończenia budowy.
Na drugi dzień wziąłem się znowu do znoszenia głazów: wkładałem je na kupkach o sążeń jedna od drugiéj, abym w czasie budowy nie potrzebował daleko po kamienie odchodzić. Niektóre z nich były tak wielkie, iż za pomocą uciętego drąga podważałem je i przetaczałem z wielkiém wysileniem. Pracowałem bez wytchnienia, wyjąwszy południa, w czasie którego odpoczywając, zajadałem kukurydzę. Największa spieka słoneczna trwała blisko trzech godzin, i właśnie téż czas ten przeznaczałem na skonsumowanie obiadu i wypoczynek.
Tak przeszło kilka dni na przyspasabianiu materyału. Podczas znoszenia głazów, uważałem, że niektóre z nich były obrosłe mchem i przy jego pomocy trzymały się silnie skały. Umyśliłem więc mchu nazbierać i na nim pomieszanym z ziemią osadzić kamienie. Przez następne dnie zbierałem mech, a oprócz tego wycinałem nożem darnie: było to moje wapno.
Ukończywszy te roboty przygotowawcze, zabrałem się do murowania. Pierwszy sążeń bieżący muru kosztował mię nadzwyczaj wiele trudu, drugi już poszedł łatwiéj. Z każdym dniem wprawiałem się w robotę lepiéj, ale dopiéro ósmego dnia nad wieczorem mur został dokończony. Czterołokciowa wysokość zdawała mi się dostateczną; nadto sam szczyt uwieńczyłem ostremi i spiczastemi głazami, co go robiło nieprzebytym. W jednym końcu téj ściany, zostawiłem na sa-