Strona:PL Daniel Defoe - Przypadki Robinsona Kruzoe.djvu/073

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


dowiedziawszy się żeś ocalał, a ile napłakała słuchając opowiadania twych przygód! Może się będziesz gniewał, ale zamiast gotówki przywożę ci rozmaite towary angielskie, któreśmy wspólnie zakupili, chcąc abyś swój kapitalik powiększył.
Podziękowałem szczerze kapitanowi za rozporządzenie się memi funduszami. Udaliśmy się do portu, gdzie na moje towary zaraz kupców znalazłem. Sprzedałem je tak dobrze, że zamiast 150, czterysta funtów wziąłem; to polepszyło niezmiernie mój stan, zwłaszcza że i tytoń sprzedałem, za który także paręset dukatów zapłacono. Tak więc zamożność moja wzrosła, nie byłem już nic winien, a posiadałem kapitalik i plantacyą własną.
I gdybym teraz wziął się całą duszą do mego zawodu, mógłbym w ciągu kilku lat przyjść do znacznych bogactw. Umiałem już dobrze po portugalsku, rzetelność moja była znaną wszystkim, sąsiedzi mię poważali, zbiory trzciny i tytoniu wypadały najpomyślniéj. Należało tylko pracować szczerze, a uspokoiwszy rodziców doniesieniem o mojém teraźniejszém położeniu, prosić ich o błogosławieństwo, a zresztą zdać się na Boga.
Ale żądza włóczenia się po świecie wciąż mi nie dawała pokoju. Najmilszym przedmiotem moich rozmów z sąsiedniemi plantatorami, były wypadki których doświadczyłem. Nieraz opowiadałem im o zyskownym handlu na wybrzeżach Gwinei; o łatwości z jaką za korale szklanne, paciorki, zwierciadełka, noże i siekiery można nabywać piasek złoty, kość słoniową, a nawet niewolników, których brak niezmiernie nam uczuć się dawał.