Strona:PL Daniel Defoe - Przypadki Robinsona Kruzoe.djvu/067

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


szczękami. Czarni zrozumieli mię doskonale; kilku podniosło się z ziemi i popędziło co sił ku wiosce, na odległém wzgórzu zbudowanéj, podczas gdy inni nieporuszeni leżeli na ziemi. Wkrótce wysłańcy powrócili, niosąc dwa kawały suszonego mięsa, zapasy daktyli i prosa. Złożywszy to na brzegu, popadali na ziemię i tyłem pełzając złączyli się z całą gromadą. Tymczasem Xury obciągnął skórę lamparta. Znieśliśmy żywność do łodzi, odbili od brzegu, a ja na pożegnanie dałem ognia w powietrze, co jeszcze bardziéj przeraziło murzynów.
I odpłynęliśmy już daleko od brzegu, a oni jeszcze nie śmieli powstać; nareszcie popodnosili głowy, a widząc że straszny władca piorunów już jest o kilkaset sążni, pobiegli nad brzeg i rzucili się na ścierwo ubitego lamparta.
Wkrótce zniknęli nam z oczu zupełnie.




VIII.
Xury spostrzega okręt — kto na nim był — żegluga ku wybrzeżom Brazylii — rozstanie się z Xurym — przybycie do San Salvador.

Dwie doby płynęliśmy jeszcze ku południowi, zmieniając się podczas nocy w kierowaniu statkiem. Właśnie nad ranem trzeciego dnia, Xury sterujący z kolei, obudził mię z wielkim strachem i nic nie mówiąc wskazał ku północy.