Strona:PL Daniel Defoe - Przypadki Robinsona Kruzoe.djvu/065

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Chciałem zaraz wrócić do łodzi, ale Xury namówił mię aby ściągnąć skórę ze lwa, a otrzymawszy pozwolenie, wziął się do tego z nieporównaną zręcznością. Poczém wyciął kawał mięsa ze grzbietu, rozpalił ogień i upiekł je. Nie mając od kilku dni nic gotowanego w ustach, zjedliśmy z wielkim apetytem lwią pieczeń, chociaż była piekielnie twarda i łykowata.
Po skończonéj uczcie i napełnieniu dzbanów wodą, podnieśliśmy kotwicę i wypłynęli na morze. Xury rozpostarł zdobytą skórę na daszku kajuty, aby wyschła.
Wprawdzie żegluga szła wciąż pomyślnie, ale już szósty dzień upływał od naszéj ucieczki, a dotąd nie spostrzegliśmy ani jednego okrętu....
Miałżebym wyzwolić się z niewoli na to, ażeby zginąć w falach oceanu, albo stać się łupem dzikiego zwierza? Przyszło mi jednak na myśl, że okręty europejskie zwykły trzymać się na pełném morzu, zdala od wybrzeży Sachary, ażeby uniknąć napaści maurytańskich korsarzy. Nie mogąc puszczać się na ocean dla wątłości mojego statku i braku zapasów, postanowiłem żeglować daléj jeszcze na południe, aby dosięgnąć osad europejskich na brzegach Senegambii.
Czwartego dnia po opuszczeniu brzegów na których zabiłem lwa, a dziewiątego po ucieczce z Sale, zapasy żywności były na schyłku, pożeglowałem więc ku brzegom. Kraj tu zmienił się do niepoznania; zamiast skalistych i jałowych pobrzeży, ujrzeliśmy przestrzeń zieloną, zarosłą kępami palm.
— To daktyle — mówił Xury; — przybijmy do lądu, a wedrę się na drzewo i nazrywam tych smacznych owoców.