Strona:PL Daniel Defoe - Przypadki Robinsona Kruzoe.djvu/036

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


wisz śmiał wstąpić nogą na mój statek. A czy ty wiesz niepoczciwy synu, że nieposłuszeństwo dla rodziców pociąga za sobą karę bożą, i kto wie czy nie przez ciebie straciłem okręt. Precz mi z oczu niecnoto i nieważ pokazywać mi się więcéj, ani wdawać z Wiliamem, bo mię popamiętasz!
Widząc że spłonąłem ze wstydu i oczy mi łzami zaszły, poczciwy kapitan wzruszył się i rzekł łagodniéj:
— No, nie martw się i nie przypuszczaj sobie do głowy; jeszcze możesz być porządnym człowiekiem, staraj się więc jak najprędzéj naprawić złe któreś uczynił i wracaj natychmiast do domu.
I uścisnąwszy mię za rękę, wsunął w nią dwie gwineje.
Wiliam pożegnał mię także i ucałował serdecznie.
Na drugi dzień rano, ugodziwszy za parę szylingów furmana, wracającego do domu, wsiadłem na wóz i pojechałem... do Londynu.




III.
Dostaję się do Londynu. — Poznanie się moje z kapitanem innego okrętu i co z tego wynikło.

Stolica Anglii wydała mi się ogromném miastem, zwłaszcza że oprócz Hull i Yarmouth, nie widziałem innych miast w życiu. Olśniony wspaniałością pałaców, długością ulic, wielkością kościołów, błąkałem się przez pierwsze dwa dni, przypatrując się wszystkiemu z niezmierném zadziwieniem.