Strona:PL Chrzanowski Ignacy - Biernata z Lublina Ezop.djvu/617

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Z sąsiadem i, w tej aby się poradził
Sprawie jurysty, pośpieszył do niego;
Ale do domu nie puszczono jego.
Czeladź mu rzekła: „Idź precz, niemasz pana!“
Drugi raz przyjdzie do jurysty zrana:
I wtenczas chłopa także też wypchnięto.
Myśli chłop: „Czemu go tak źle przyjęto?“
Domyślił się frant (i chłopi frantami
Bywają), że źle z próżnemi rękami
Chodzić do pana, ile do jurysty;
A zatym, jakby przypowiedne listy
Znalazł, wybiera tłustego barana
I na smyczy go prowadzi do pana.
Słudzy ledwo go aż z daleka widzą,
Już się mym chłopem bynajmniej nie brzydzą,
Lecz wypadają jeszcze na ulicę
I otwierają zaraz kamienicę.
Chłop naprzód wita swego adwokata,
A na substancyi ludzi wszystkich kata:
Zaraz barana, przewodnika swego,
Daje, a potym zabiera od niego
Radę, którą mu jurysta z ochotą
Daje. Co prezent nie sprawi i złoto!
Chłop, kontent z rady, niż odszedł od panu,
Wprzódy pożegnał swego tam barana,
Mówiąc do niego: „Bywajże łaskawy,
„Skopie, co mojej w pół wygranej sprawy
„Jestaś okazyą. Tyś mi bowiem sprawił,
„Że mię tak miło jurysta odprawił;
„Tobie dziękuję, żeś mi drzwi otworzył
„I audyencyą sprawił mi i sparzył“.
Tak ów dowcipnie żartował na chłopa,