Strona:PL Chrzanowski Ignacy - Biernata z Lublina Ezop.djvu/562

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Poczęły ją prześladować:
„O, błędna prorokini! pelna fałszu gębo!“
Zawołał trznadel z ziębą —
„Piękną nam dajesz robotę!
„Żebyś teraz zebrała i tysiąc bab kwotę,
„Trudnoby było to zielsko wyplenić,
Co się tak poczęło krzewić!“
Przyszła nakoniec jesień; zboże stało w kopie,
Dojrzały i konopie.
„Już też to nie żart, ukochane siostry!
„Pocięły wszystko zboże kosy i sierp ostry,
„Nastąpi oranina i zasiewy żytnie.
„Więc, skoro tylko pierwszy mróz przytnie,
„A chłopstwo się nie będzie więcej pługiem bawić
„I tylko sidła na ptaki stawić,
„Przestrzegam was ostatni raz, miłe ptaszęta:
„Niechaj was próżna nie łudzi ponęta!
„Nie latajcie swobodnie, nie wielrzcie nikomu!
„Lepiej życzę uciekać albo siedzieć w domu.
„Naśladujcie żórawia z kaczką i bekasem,
„Co pewnym w obce kraje odlatują czasem.
„Lecz ponieważ wam tego nie dała natura,
„By z was który czy tam która
„Leciała na świat inszy tak, jako ja mogę:
„Nie lecąc w daleką drogę,
„Niechaj w swoim każda lesie,
„Póki się złe nie wyniesie,
„Nie odbiegając od stada,
„Szyszki i robaczki jada!
„Wara od stodół! wara od ogrodów!“
Śmiały się głupie ptaki z tak jasnych dowodów,
Ciskając na nią szyderstwa, łajanie,