Strona:PL Chrzanowski Ignacy - Biernata z Lublina Ezop.djvu/555

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Bo z tego różne siatki i sidła bywają,
Które ludzie na ptaki radzi zastawiają.
Ptacy, w kupę zszedszy się, wszyscy swym śpiewali
Głosem, a na przestrogi bynamniej nie dbali.
Wszedł len, weszły konopie: ptacy nic nie dbają,
Za baśni jaskółczyne wszystkie mowy mają,
Chociaż im to długiemi słowy wywodziła,
Że len wyrwać potrzebna praca to im była.
A gdy len i konopie dostałe zebrali,
Wnet z nich siatek i sideł chłopi nadziałali.
Zaczym jedni sidłami ptaki wyłowili,
A drudzy w sieciach wielką kupę im pobili.
Jaskółka, jako baczna, towarzystwo wzięła
Z ludźmi i w domach odtąd gniazdo wić poczęła,
Obiecawszy, że czynić ludziom nigdy szkody
Na polu ani w gumnie nie będzie, lecz zgody
Życzy sobie; przetoż też onę radzi widzą
W domach, a inszemi się ludzie gniazdy brzydzą.
Tak, choć niebezpieczeństwa znaczne następują,
Które gdy ludzie baczni przedtym upatrują,
Przecię upornym w posłuch rady ich nie idą,
Aż na nich nawałności jakie wielkie przydą:
Więc się dopiero wiercą, gdy już na nich ciecze,
Ale glowy pokornej miecz ostry nie siecze.

M. Błażewski.
5. Ptastwo i jaskółka.

Ktokolwiek rady mądrych nie słucha, po czasie,
Żałować będzie, gdy już żal mu ten nie zda się.
Ptastwo, będąc w gromadzie, postrzegło z daleka
Siejącego na polu konopie człowieka
I za nic miało. Jedna tylko, co się w wiośnie