Strona:PL Chrzanowski Ignacy - Biernata z Lublina Ezop.djvu/388

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Ale, iżby swą złość przykrył,
Taki obyczaj wymyślił:        10
Do swej jamy żwierząt wzywał,
A kożdego zwłaszcza pytał:
„Z mego gardła, coć sie widzi,
„Jeśli pachnie, albo śmierdzi?“
Tam więc każdy odpowiedział;        15
Jako kto nalepiej umiał.
Więc ci, którzy prości byli,
Prawa, mu prawdę mówili:
„Królu, barzo smrodem dychasz:
„Albo niezdrowe płuca masz?“        20
On sie o to barzo gniewał,
Ubogie źwierzę rozerwał,
Rzekąc: „Śmiele ze mną gadasz,
„Poczesności ku mnie nie masz“.
Drudzy chocia pochlebiali,        25
Wonne usta powiadali,
Wszakoż, jako pochlebniki.
Tedyż pojadł ony wszystki.
Małpa, kiedy to widziała,
A ust lwowych powoniała,        30
Bojąc sie, aby nie zbłądziła,
Tako sie jest wymówiła:
„Na wonić sie teraz nie znam,
„Bo wielka, rymę w nosie mam:
„Nie racz, Twa Miłość, dziwować,        35
„A inego o to spytać!“
Lew, nie mając k niej przyczyny,
Wymyślił obyczaj inny:
Jakuby wżdy mięsem żyw był,
Rzkomo sie chorym uczynił.        40