Strona:PL Chrzanowski Ignacy - Biernata z Lublina Ezop.djvu/375

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Aż naczął z nią cudnie mówić,        35
Ciężki jej żal słowy cieszyć.
A gdy ją tako namawiał,
Płacz jej znienagła ustawał,
Aż więc tak z sobą mówili
I małżeństwo popełnili.        40
Byli tam społem weseli,
Wszytkiej tuhy zapomnieli,
Żywych rzeczy sprawowali,
Umarłych nie wspominali.
Więc żołnierz ku straży się wezbrał,        45
Łotra wisząc już nie zastał;
Bo go przyjaciele zjęli,
Aby go wżdy pochowali.
Onemu się serce zlękło,
Abowiem mu o gardło szło;        50
Do grobu tedyż przybieżał,
Niewieście tę rzecz powiedział,
Prosząc, aby mu poradziła,
„Przy gardle mię ostawiła;
„Bowiem mię król za to da[1] ściąć,        55
„Iżem łotra dopuścił zjąć“.
Ona hnet się domyśliła
A tako mu poradziła:
„Tego z grobu wziąć musiwa,
„Miasto łotra, zawiesiwa“.        60
Obiema sie to spodobało
I takoż sie potym zstało:
Trupa z grobu obiesili,
Potem z sobą społem byli.

  1. W pierwodruku: dał.