Strona:PL Chrzanowski Ignacy - Biernata z Lublina Ezop.djvu/360

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


„Rodbych cię też w swym domu czcił;
„Bo tam mam dosyć daktylów,        65
„Fig, rozynków i migdałów;
„Wsiądźże na mię: popłyniewa,
„A tam wesoła będziewa!“
Małpież mu rychło uwierzył
I na grzbiet żółwiowi wskoczył,        70
Tak, że po morzu płynęli,
Mówiąc z sobą, by nie cknęli.
A gdy żółw na głębią wpłynął,
Zamyślił sie, nagle stanął:
Wielki mu sie to grzech widział,        75
Iż przyjaciela zdradzić obciał.
Małpież sie zlękł, aż wezdrgnął:
„Nie darmo ten tako stanął!“
Rzekł mu: „Bracie! czemu stoisz?
„Powiedz mi: czego sie boisz?“        80
Żółw mu rzekł: „Tego się boję,
„Iż za wielką dobroć twoję
„Godnej ci czci nie udziałam,
„Bo w domu żonę chorą mam“.
Rzekł mu małpież: „Tego nie dbaj,        85
„O mą sie ucztę nie staraj!
„Lepiejci nam o tym myślić,
„Byśmy ją mogli uzdrowić;
„A w czymby mię godnego znał,
„Aby mi śmiele powiedział:        90
„Nie chcąć niczego lutować,
„Bych więc za to gardło miał dać“.
Żółw rzekł: „Wszytkiegom pokuszał,
„Lekarstwam jej mnogie dawał;
„Ale żadne pomóc nie chce,        95