Strona:PL Chrzanowski Ignacy - Biernata z Lublina Ezop.djvu/095

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Bojąc sie tako żadnego:
Mnimały, aby co zlego.
Ezop sie temu rośmieje:
„Widzisz, panie, co się dzieje?
„Otoś początek ogląda?        315
Tych rzeczy, com obiecował.
„Ty dzieci, które krzyczały,
„Mojejci sie twarzy bały
„I na mię patrzyć nie śmieją:
„Jak dyjabła, tak sie boją“.        320
Kupiec sie temu barzo śmiał,
A potym mu więc rozkazał:
„Idź, towarzysze przywitaj,
„A z nimi sie dobrze poznaj“.
Ezop, gdy wszedł do łożnice,        325
Uźrzawszy tam cudne młodzieńce,
Rzekł im: „Bóg wam pomagaj,
„A każdy mi swą rękę daj“.
Oni, kiedy go uźrzeli,
Wszyscy się barzo zumieli;        330
Nic mu nie odpowiedali,
Jedno na się poglądali,
Mówiąc: „Co nasz pan udziałał,
„Iż w nasze towarzystwo dał
„Człowieka tako żadnego,        335
„Ku obłudzie podobnego“?
Potym sam kupiec k nim wyszedł
A wszytkim takie słowa rzekł:
„Swoję niefortunę gańcie,
„Iż na czym jechać nie macie:        340
„Żadny się osieł nie trafił;
„Bych go najął albo kupił;