Strona:PL Chrzanowski Ignacy - Biernata z Lublina Ezop.djvu/088

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


A nie mogąc sie wymówić,
Prosił wżdy, jako mogło być.
Pan kazał, by go zwleczono
A miotłami usieczono;        90
On sie przed nogi położył,
By mu pan mało odelżył.
Natychmiast do kuchnie bieżał
A kocieł z ukropem porwał;
A, przed panem stojąc, ji pił,        95
A potym zaś wszytek zrzucił.
Czysto ukrop tamo zmiotał,
Bo jeszcze był nic nie śniadał;
A więc potym pana prosił.
By też takież potwarca pił.        100
Oni dwa, gdy sie napili,
Wracania barzo bronili;
Ale brzuch, kiedy sie zagrzał,
Figi z ukropem wymiotał.
Tam soczenie obnażono,        105
Miotłami je usieczono,
Rzekąc: „Tako będę karać,
„Któryby śmiał na kogo łgać“.
Tak pan, ty rzeczy sprawiwszy,
Noc w folwarku przeleżawszy,        110
Nazajutrz do miasta pojał,
Bowiem inną tam sprawę miał.
Ezop nazajutrz rano wstał;
Szedszy na rolą, tam kopał;
Więc sie mu kapłan przygodził,        115
Który był drogi pobłądził,
Prosił, by nad nim lutość miał,
Drogę mu k miastu ukazał.