Strona:PL Cecylia Niewiadomska - Za późno.djvu/23

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


serca. Złym nie był. Czyż im kiedy wyrządził co złego rozmyślnie? Potępiła go, nie starając się nawet poznać i zrozumieć, co znaczy niespokojne i dziwne spojrzenie, jakie zwracał na nią niekiedy, odkąd przestała być dzieckiem. Raz darował jej swoją książkę. Napisał własną ręką: »Zosi stryj«, datę — i położył na jej komodzie. Trzeba było podziękować. Ile to ją kosztowało! Kiedy przyszedł na obiad, zbliżyła się do niego sztywna.
— Dziękuję stryjowi za książkę — rzekła urzędowym tonem.
Spojrzał raz na nią i nic nie odpowiedział.
Książka miała wartość, lecz Zosia czytała ją z niechęcią. Uprzedziła się nawet do pracy człowieka, którego wady raziły ją w codziennem życiu.
Potem już nigdy stryj nic jej nie dawał.
Z nich wszystkich jeden Adaś lubił go naprawdę i rozumiał się z nim trochę; dlaczego? Mania była dobrą dziewczyną, nie żałowała pracy, pamiętała troskliwie o wszystkich potrzebach stryja, lecz powtarzała zwykle:
— Ja tam pilnuję, żeby głodny nie był, miał pożywienie zdrowe, czystą bieliznę, nie utonął w kurzu, nie przylepił się do podłogi i nie udusił w stęchłej atmosferze swego pokoju, gdzie okna otworzyć niewolno, mam więc dosyć zasługi. Spełniam, co do mnie należy, i sumienie nic mi nie wyrzuca.
I Zosi się zdawało przez czas długi, że wypełniła wszystko, co do niej należy, oddając opiekunowi połowę dochodu. Ale teraz — rzecz dziwna, im więcej czasu upływało od śmierci stryja, tem