Strona:PL Cecylia Niewiadomska - Za późno.djvu/19

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


bię, może po części dlatego, żem z niego trochę dumny.
— Bądź pewny, że o to nie dba. Możesz go lubić zresztą z daleka, jak ptak bujając po szerokim świecie, lecz ja... O, gdybym wyrwać się stąd mogła. Ale Mania...
— Wiesz, co ci powiem, Zosiu? Nie bądź dla niego taka sztywna i twarda, jestem przekonany, że on to odczuwa i jak dzieciak boi się ciebie. To starzec, wiele wybaczyć mu trzeba.
Zosia miała łzy w oczach.
— To nie w mojej mocy — rzekła nakoniec — inną być nie mogę. Bez namysłu podjęłabym się najcięższej pracy, aby mu oddać, co nam dawał przez lat tyle; wyrzekłabym się przyjemności, ograniczyła potrzeby — ale być wyrozumiałą, serdeczną wobec tego pargaminu, który drażni mnie swą śmiesznością, uporem, martwotą, i — brudem — och, nie mogę, nie mogę!
W tydzień po tej rozmowie zmieniło się wszystko. Stryj został nagle sparaliżowany, a chociaż po pewnym czasie odzyskał zdrowie o tyle, że był przytomny, mógł myśleć i pisać, lecz pozbawiony władzy w nogach, na resztę życia pozostał bezradnym kaleką, przykutym do fotela.
Posadę stracił naturalnie, a skromna emeryturka nie wystarczała na jego potrzeby, praca piórem dawała więcej uznania niż dochodu, siostrzeńcy więc musieli spłacić dług wdzięczności w tej formie, w jakiej zaciągnęli go u stryja. Ułożyło się to szczęśliwie. Mania jednocześnie prawie wyszła za mąż za przyjaciela Adasia, a że zamieszkała