Strona:PL Cecylia Niewiadomska - Za późno.djvu/17

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Nic w tem dziwnego, jeśli zawsze bywał tylko w biurze i swoim zaklętym pokoju, ale czy tak ciasny zakres wrażeń mógł wystarczyć dla inteligentnego umysłu? Ludzie z zajęciem podobno czytali jego książki, ale gdyby go znali!... Dziwna rzecz, dziwna! czyż ten człowiek nigdy nie był młodym? Nie znał ludzi, świata, towarzystwa?
Nie ulega kwestji, że się urodził dziwakiem, mizantropem, odludkiem; zaszył się w swoje księgi jeszcze w szkołach i nie zauważył nawet, że poza niemi jest świat piękny, żywy, pociągający, pełen czarów i tajemnic.
Całe szczęście, że nikt prawie nie bywał w ich domu i nie miał sposobności przypatrzeć się z blizka dziwakowi, którego Zosia ukryłaby chętnie przed całym światem, wraz z poplamionym szlafrokiem, kurzem na biurku i niedorzecznymi żartami. Wydawało jej się, że dosyć spojrzeć na niego, by wszystkie jego prace straciły całą wartość.
Zosia była estetyczką i to bardzo wiele przyczyniało się do jej niechęci dla stryja. Wszystko, co piękne, porywało ją i zachwycało, każde nieestetyczne, niemiłe wrażenie przygnębiało i bolało, jak przykrość; dlatego też nie mogła przekonać się do człowieka, dla którego piękno nie istniało wcale, który raził ją pod tym względem i swoją osobą i najbliższem swojem otoczeniem. Każda drobnostka codziennego życia burzyła ją i zniechęcała, a dom, w którym nie była wolna od podobnych wrażeń i nie czuła się swobodną, wydawał jej się więzieniem.
Adaś, któremu czasem powierzała te myśli,