Strona:PL Cecylia Niewiadomska - Za późno.djvu/08

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Twarz dziewczęcia była pogodna, jak ta wiosna, słońce i zbudzona ze snu natura, wieść żałobna ani na chwilę nie zasępiła jej czoła, nie przyćmiła blasku spojrzenia. Stała zdziwiona sama tą obojętnością, zawstydzona nią nawet: czyżby była bez serca?...
Wszakże ten stryj ją wychował! Po śmierci rodziców zabrał ją wraz z rodzeństwem; w jego domu wzrośli, dał im naukę, wszystko... To potworne, nie wzruszyć się jego śmiercią, nie uronić łzy jednej!... O, Mania lepsza, ona z pewnością płakała...
Biedna Zosia serdecznie była zasmucona tym dowodem oschłości swego serca. Śmierć stryja na dnie jej duszy zbudziła wspomnień tysiące, tysiące uczuć, prócz uczucia żalu, cały szereg obrazów z dziecięcych lat sieroty. Smutne miała dzieciństwo. Rodzice umarli wcześnie, pozostało ich troje: ona, brat i siostra. Po pogrzebie matki stryj zabrał dzieci wprost do siebie i oddał pod opiekę starej Maciejowej.
Pamiętała te chwile. Miała wtedy lat osiem i najstarszą była z rodzeństwa. Kiedy po śmierci ojca matka dostała gorączki, ogarnęła ją trwoga niewypowiedziana; obok obawy, wynikającej z przywiązania dziecka, był w tem i strach o jutro, to jutro okropne, czarne... opuszczenie... poczucie bezsilności własnej... Co się z niemi stanie, jeżeli... jeżeli...
O Boże, jak serdecznie wdzięczna była stryjowi, że ich nie zawiózł więcej do strasznego domu, gdzie śmierć rozgościła się tak bezlitośnie! Wtedy