Strona:PL Carroll - W zwierciadlanym domu.djvu/14

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


– Czy słyszysz, jak śnieg uderza w szyby okienne, Kiciu? Jaki to przyjemny cichutki szmer! Ma się takie wrażenie, jakby ktoś całował okno od zewnątrz. Ciekawa jestem, czy śnieg kocha drzewa i pola, że je całuje tak delikatnie? A później przykrywa je grubą warstwą, wiesz, taką białą kołderką i napewno mówi: „Spijcie, najmilsi, aż wróci znowu lato.” A gdy się budzą w lecie, Kiciu, przystrajają się w świeżą zieleń i tańczą dokoła… chociaż wiatr wieje… ach, to wszystko jest prześliczne! – zawołała Ala, upuszczając znowu kłębek z nićmi, aby klasnąć w dłonie. – I takbym chciała, żeby to było prawdą! Jestem pewna, że lasy są senne jesienią, gdy liście na drzewach żółkną.
– Kiciu, czy umiesz grać w szachy? Nie uśmiechaj się, mój drogi, pytam całkiem poważnie. Bo gdybyśmy grali właśnie teraz, tobyś się tej grze przyglądał, jakbyś ją istotnie rozumiał. Jakbym powiedziała „Szach”, tybyś zamruczał! Ale ten szach był całkiem niczego, Kiciu, i mógłbyś naprawdę wygrać, gdyby nie ten wstrętny Konik, który się zakręcił w moje figury. Kiciu drogi, niech nam się zdaje… –
I tutaj chciałbym powtórzyć, choć znikomą część tego, co zwykła mówić Ale, rozpoczynając