Strona:PL Buława Ernest - Krople czary.djvu/074

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Lecz giną z świtem, niezebrane rano! . . .
Więc w pochód, w pochód, młode pokolenie,
Nim słońce jutra zbierze je promieniem,
I odda Bogu niewzięte nasienie,
Co wiek w swe piersi nie wciągnął natchnieniem!
Ta wielka ziemia od morza do morza
Leży odłogiem, niema i bez wieści,
Bo nikt nie spytał jej łona, rzek łoża,
O jej bogactwa, głębię i boleści! . . .
Więc w pochód, w pochód po ziemi rodzinnej,
Przy piersi rozgrzać lud i ludu myśli,
W płomień zlać iskry ich duszy dziecinnej
Jak te anioły co do Piasta przyszli . . .
Bo Polska – to jest ziemia obiecana –
Przez oświecenie ludu do niej droga,
I lud oświecać – to wypędzać wroga –
A lud zaniedbać – to wspomóc tyrana! . . .
Więc za skowronkiem od morza, do morza! . . .
Pieśń nasza cicho wschodzi jako zorza,
Żałosną dumką poczyna swe głosy,
Jakby się żaląc na narodu losy,
Aż w łan szumiące zapłaczą się kłosy,
Smętnym mazurkiem, w wesołość szaloną
Przechodzi raptem, jako wyzwoloną
I Krakowiakiem hasa już wesoła
Aż polonezem w wieków pójdzie koła . . .
W tych pieśniach różnych ziem wzajemna mowa,
To Ukraina wita gród Krakowa,
A tam Warszawa puszczom Białowieży
Śle pozdrowienie, skąd znowu pieśń bieży
Od skał Kamieńca, ku Wołyniu ranem
I znów przewiewa Sandomierskim łanem,
Aż ożeniona z dźwiękiem kós górala,
Gdzieś w Morskiem oku przepada jej fala . . .

II.


Tyle mogił w Ukrainie,
Tyle zamczysk w Gruzach kona,