Strona:PL Buława Ernest - Krople czary.djvu/071

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Pomnij żem ja jest drogą zmartwychwstania!...
I nie pojęły słowa mistrza matki,
Uszły do piersi tuląc trwożne dziatki,
Ale sierota do mistrza przypadła,
I z głośnym płaczem objęła w ramiona,
Mistrza miłości przeczuciem odgadła,
Bo miłość trąba na śpiące plemiona!
Bo miłość mieczem na szatanów zgraje,
Bo miłość, na złość złości, jest miłością,
Bo miłość skonem własnym zmartwychwstaje
Bo miłość Bogiem, a Bóg jest miłością!...
Na niebie czarne zbierały się chmury
I błyskawicy trysnął blask ogniowy,
Ryknęły grzmoty nawałnicą z góry
A Chrystus nie miał kędy ukryć głowy...


Mogiły Boremla.[1]
(Powięścone Edwardowi!)

Czyś słyszał, kiedy ziemia o północnéj dobie
Wzdycha, gdy się zatrzęsą w niéj poległe kości?...
Tam westchnęła!... lecz w ciężkiéj rozdarta żałobie
Wzdychając — nieopadła!... to kurhan przeszłości!...
Dziś zamiast pielgrzymować do skał Palestyny,
Przejdź od morza do morza ojczyste krainy
I przy tych się mogiłach zatrzymaj w miłości!...
Uklęknij tu pielgrzymie, i usty drżącémi
Przytul się do téj piersi twojéj matki ziemi,
Słysz te dźwięki dzwonów jak o niego krwawe
Biją arfą Jeremich, rosą zmierzchu łzawę,

  1. Wiersz ten z téj saméj całości, co list z Warszawy. — W zniszczeniu jakiém Moskwa 1831 napełniła Boremel na Wołyniu, ostała się cieplarnia z dużemi drzewami pomarańcz — by i temu dojechać końca, Moskale w zimie na śniegu, ustawili z nich kłąb dla przejeżdżającéj Carycy. —