Strona:PL Buława Ernest - Krople czary.djvu/055

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Jak w cyrku Rzymskim bestye, tam pamiętne Cary,
Kędy się tygrys pastwił nad bólem kobiety,
Kędy młodzież sadziła konno przez bagnety,
Aż pod ziemią wstrząsały się ojców szkielety!
A ten sam krwawy tygrys, jak każdy despota,
Kiedy Belwederczyki wpadły w zamku wrota,
Tchórzliwy, nogi w strzemię ucieczki nie umiał
Włożyć! . . nad wspaniałością ich potem się zdumiał
Że za tyle okrucieństw któremi spodlony,
Wolno, z życiem i mieniem został wypuszczony! . . .
A z nim wojsko wraz z bronią! (o! pożal się Boże! . .
Naród wtedy dobrocią obraził cię może)! . .
I plac ten stał się polem chwili uniesienia
Gdy lud zrzucił swe jarzmo, syty udręczenia,
Tu tłumy w krzyk radości wspólnie się witały,
Bracia ściskali braci, wszystkie dzwony brzmiały,
Lecz niebawem niestety, wśród siwych głów pleśni,
Grzmiał Mochnacki Kassandry głosem o! na próżno!
Bo układy ugrzęzły w biednych czasek cieśni
Kiedy jak jeden człowiek naród wołał broni! . .
Prowadźcie nas! . . . i Polska krwi swej będąc dłużną
Stała – jak ożywionej kształt zemsty pogoni! . .
Ha! i spełzły ich plany nieszczęsne, (choć prawe)
Aż wojska Cara przyszły – szturmować Warszawę!
A Litwa i Podole, Wołyń, Ukraina,
Zostały – jak gdy matka niewspomni na syna!
I dzisiaj – na tym placu – (horror!) stwór zielony,
Carski obelisk, orłów szponami strzeżony,
Na nim jak Baltazara wyryte głoskami
Słowa najbezczelniejsze, którychby szatani
Zarumienili się na dnie swych piekielnych toni! . .
Przyjdzie czas, gdy lud z ziemią zgładzi pychę carów
A w tem miejscu powieje szum wolnych sztandarów!
Z tą myślą, do Warszawskich przeszedłem kościołów,
Dzwony brzmiały tęsknoty chórem śród żywiołów,
Tu święty Jan we wspomnień zasoby bogaty,
Niemi smutny, jak czarne pogrzebu makaty,
Te portrety biskupów z zimnemi uśmiechy
Od których miało powiać w lud słowo pociechy,