Strona:PL Buława Ernest - Krople czary.djvu/052

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Trzęsącym mówił głosem, jak zwierciadło troski,
Był to – jeden z ostatnich! żołnierz Kościuszkowski! . .
Brał jałmużnę – i mówił drżącym głosem: dzięki!
Lecz nie dał mi swej drżącej ratować ręki. . . .
Ach! a owe Łazienki, gdzie dzisiaj dla Cara
Pałac i letni teatr, (jak Szatańska fara),
Z daleka wstaje biały pałac pełen wdzięku,
Jak gdyby czarodziejska różdżka w króla ręku
Chwycona, gmach uroczy wzniosła w wód zwierciadła,
W którem jego kolumny drżą jak nimf widziadła,
Nie wyparła by go się Wenecya królowa,
(Szkoda, że tyle gorzkich wspomnień w sobie chowa!)
A milczące łabędzie żeglując w krysztale
Śnieżną piersią łagodnie prują ciche fale –
W koło ulic cienistych zielone sklepienia –
Ale ten co tu szukał ochłody ich cienia,
Nie czuł jej ani chwili wśród swego sumienia!
Szkoda, że pół tej pracy mózgu królewskiego,
Co łożył na łazienek prześliczne ustronie,
Nie oddał na ratunek kraju tonącego,
On go mógł jeszcze dźwignąć z rozpaczliwej toni,
Lecz on najohydniejszym z nędzarzy, wieku swego wzorów,
Bo za zbrodnie spełnione, podłością słabości
O! niewart nieszczęsnego narodu litości,
I niech tam! śpią niegodne polskiej ziemi kości!
On krzyw krzywdy narodu! czuł ją, i rozumiał
Że winien zejść ze szczytu, kędy stać nie umiał,
Co więcej niewieściemu ufał szatanowi,
Niż ofiarom narodu! niż braci ludowi! . . .
Rzuć zasłonę na mętne te życia błazeństwa,
Ach! bo on niewart nawet – narodu przekleństwa! . .
Błądziłem po królewskich komnatach samotnie,
Widząc chwile ubiegłe, strasznie, niepowrotnie,
Zewsząd czarne wspomnienie zdrady wyzierało,
I swoje: „mane tekel” [1] po murach pisało,
Jak Targowicy echo brzmiało gdzieś przede mną,
A każden głos się zdał drgać: Litości nade mną! . . .
Te ściany marmurowe, tak gładkie i chłodne,

  1. Przypis własny Wikiźródeł  Mane tekel – patrz artykuł Mane, tekel, fares w Wikipedii.