Strona:PL Buława Ernest - Krople czary.djvu/028

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


Skajdanione, mdlejące, wyciąga ramiona
Ku wiośnie!
I ogromem cierpienia w Tytana wrośnie
Których plemię posadą wstrząsa tu w narodach!..
Nad świata puszcze
Szatanów tłuszcze,
Z dłoniami na piersi białéj,
Idziesz o duszo,
Wielka katuszą,
Narodu, w pochód wspaniały!...
Za tobą idą duchy tych ludów,
Co pragną światła promienia
Co zadumane wśród wieści cudów,
Boga zabyły istnienia....
O! i te ludy nowego plemienia
Z płaczącym śmiechem po gruzach przeszłości
Patrzą się w przyszłość oczyma miłości,
Wstrząsając pęta w ciemności!..
Ten tłum się dziką życia rozpaczą zasmucił,
Nad czarą, co mu stwórca od ust nie odwrócił!...
Ale ty z gwiazdą męczeństwa na czole
O błogosławiona! błogosławiona!
Ku wiośnie ludów wytężasz ramiona
Kamienowana w ciemności, padole!...
Lecz twym szatanom uśmiech przebaczenia
Jak kwiat rzuciłaś, i anielskie skrzydła,
Rozprzestrzeniłaś, aby z pod ich cienia
Pojrzeli w światów przyszłych malowidła!
I postać twoja zaklęta wśród dzwonów,
W pierwszym piorunie co na wiosnę spada,
W ostatni uśmiech, w pierwszą łzę co pada
W głębin wszechżycia ocean ogromów....
Idąc z przeszłości w przyszłość – patrzysz święta
O niepojęta — jasna!.. piekłem sklęta!..
Bo tryśnie światłość życia z twego łona
O! bo miłością słoneczna twa zbroja!
Słysząc zgorszenia niemowląt — i mordy
Miliony jęków sprzędłaś w arf akkordy
W krzyk jeden błogosławiona!...