Strona:PL Bronte - Villette.djvu/460

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


z jego tytułem i nazwiskiem: jest teraz wielką osobistością.
— I dla tego właśnie nienawidzi go pani?
— Wiem dobrze co matka moja mówi o nim — nie jest moim rodzonym wujem, poślubił tylko siostrę mojej matki. Mama nie znosi go, utrzymuje, że zabił on swoim postępowaniem ciotkę Ginevrę. Sprawia w istocie wrażenie niedźwiedzia. Spędziłam w jego domu wstrętny wieczór! Musi doznawać wyrzutów sumienia, patrząc na mnie; wszyscy u nas w domu utrzymują, że jestem jak dwie krople wody podobna do jego zmarłej żony, a mojej ciotki. Mama mówi nieraz, że podobieństwo między nami jest nie tylko uderzające, ale wręcz śmieszne.
— Była pani jego jedynym gościem?
— Czy byłam jedynym gościem? Tak. Prócz mnie była tylko moja mała kuzynka: nieznośne spieszczone stworzenie.
— Pan de Bassompierre ma córkę?
— Tak. Tak. Niech mnie pani nie zadręcza pytaniami. O, jaka jestem nieludzko zmęczona!
Ziewnęła. Rzucając się bez ceremonii na moje łóżko, dodała:
— Jak się zdaje, Mademoiselle de Bassompierre o mało nie została zgnieciona, stratowana na miazgę przy okazji paniki w teatrze przed kilkoma tygodniami.
— O, naprawdę?! I mieszkają w pałacu przy Rus de Crécy?!
Justement — właśnie. — Ale skąd pani wie o tym?
— Byłam tam.
— O, była pani?! Rzeczywiście? Widzę, że bywa pani wszędzie od pewnego czasu. Przypuszczam, że zabrała panią z sobą mama Bretton. Ona i szanowny eskulap mają entrée libre — wolny wstęp — do pałacu Bassompierre‘ów: jak się zdaje „mój syn John“ wezwany był jako lekarz do panny de Bassompierre z racji jej accident! O, wszystko to udawanie tylko i nic więcej! Nie wydaje mi się, ażeby miała być bardziej poturbowana,