Strona:PL Bronte - Villette.djvu/46

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


wejść do nich, chciałabym być z Grahamem i przyjrzeć się jego kolegom.
— Cóż ci przeszkadza wejść?
— Boję się. Ale, jak pani myśli, czy mogłabym? Czy mogłabym zapukać do drzwi i poprosić, żeby mnie wpuścili?
Przypuszczałam, że chłopcy nie będą mieli nic przeciwko dopuszczeniu jej do swojego towarzystwa i dlatego zachęciłam ją do zapukania.
Zapukała, zbyt słabo zrazu, aby można było usłyszeć przez zamknięte drzwi, po ponowionej wszakże przez nią próbie drzwi zostały uchylone i w ich otworze ukazała się głowa Grahama, rozbawionego, zarazem jednak zniecierpliwionego.
— Czego chcesz, mała małpko?
— Wejść do was.
— Tylko tyle? Bardzo potrzebna nam tu jesteś! Ciekaw jestem co robilibyśmy z tobą. Zmykaj do mamy i do panny Snowe, i powiedz im, żeby położyły cię spać.
Kasztanowata grzywa i zaczerwieniona twarz Grahama znikły; drzwi zatrzasnęły się za nim z hałasem. Polly stała oszołomiona, oniemiała.
— Dlaczego mówił do mnie tak ostro? — szepnęła po chwili. — Nigdy nie mówi do mnie w taki sposób. — Co mu zrobiłam złego?
— Nie, Polly, nie zrobiłaś mu nic złego, tylko, widzisz, Graham zajęty jest swoimi kolegami.
— Tak. I lubi ich więcej niż mnie! Odpędza mnie teraz, bo ma ich u siebie!
Chciałam pocieszyć ją, a zarazem skorzystać ze sposobności wpojenia w nią paru podstawowych maksym filozoficznych, których pokaźny zasób miałam zawsze w pogotowiu. Powstrzymała mnie jednak przy pierwszym wypowiedzianym przeze mnie słowie, zatkawszy sobie uszy paluszkami, i rzuciła się na słomiankę twarzą do fliz kamiennej posadzki. Ani Warrenowi, ani kucharce, nie udało się podnieść jej, pozostawiliśmy ją więc w spo-