Strona:PL Bronte - Villette.djvu/408

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.

    cego z zazdrości i nie odważającego się podejść bliżej! A ta stara dama — moja przyszła teściowa! Obawiam się tylko, że ja i lady Sara troszkę za śmiało pozwoliłyśmy sobie podkpiwać z niej.
    — Lady Sara nie brała wcale udziału w tym „podkpiwaniu,“ a co się tyczy pani zachowania, może pani być zupełnie spokojna: pani Bretton nie tylko przeżyje pani podkpiwanie z niej, ale łatwo upora się z nim.
    — Możliwe. Stare niewiasty są wytrzymałe. Ale ten jej biedny syn! Niech mi pani powie jak on to przyjął. Widziałam, że był strasznie zgnębiony. Co powiedział?
    — Powiedział, że wyglądała pani tak, jak gdyby w duszy czuła się pani już Madame de Hamal.
    — Naprawdę? — zawołała rozpromieniona. — Zauważył to? O, jak cudownie! Pewna byłam, że jest doprowadzony do szału z zazdrości.
    — Panno Ginevro! Czy zupełnie na serio zerwała pani z doktorem Brettonem? Czy naprawdę pragnie pani, aby zrzekł się wszelkich praw do pani?
    — O, dobrze pani wiadomo, że nie mógłby, nie byłby w stanie wyrzec się mnie. Chcę tylko wiedzieć, czy szalał z zazdrości.
    — Tak. Szalał, niczym zając w marcu.
    — W jaki sposób udało się wam, matce jego i pani, dostać go do domu?
    — W jaki sposób? Nie lituje się pani wcale nade mną i nad jego matką? Czy może sobie pani wyobrazić jakiego wysiłku musiałyśmy użyć, aby utrzymać go w powozie, gdy biedak miotał się w szale opętańczym, doprowadzając tym wszystkich do obłędu nieomal. Woźnica nawet stracił zupełnie głowę, wskutek czego zabłąkaliśmy się w drodze powrotnej.
    — Co też pani mówi? Coś mi się wydaje, że drwi pani ze mnie. Proszę panią, panno Lucy...
    — Zapewniam panią, że to najprawdziwsza prawda, tak samo jak prawdą jest, że nie mogłyśmy utrzymać doktora Brettona w powozie. Wyrwał się nam i pojechał sam konno, aby nie mieć nas przy sobie.

    20