Strona:PL Bronte - Villette.djvu/37

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


chodząc w zwracaniu się do niej na ton naturalnie poufały, koleżeński.
— Nie. Wolę nie. Dziękuję.
— Chcesz wiedzieć co zrobię z tą ryciną, jeśli jej nie weźmiesz?
Zawróciła w połowie drogi, aby wysłuchać.
— Potnę ją na fidibusy do zapalania świecy.
— Nie!
— Właśnie, że tak zrobię.
— Proszę, nie!
Graham pozostał jednak nieugięty pomimo jej błagalnego tonu i wyjął nożyczki z koszyka do robót swojej matki.
— Uwaga, tnę! — rzekł, robiąc groźny gest. — Widzisz, tędy, przez sam środek głowy Fida, i przy tym odetnę połowę nosa małemu Harry.
— Nie! Nie! Nie!
— To chodź do mnie! Ale pręciutko, bo inaczej zrobię co mówię.
Zawahała się, ociągała się chwilkę, i wreszcie uległa.
— A teraz, chcesz ją mieć?
— Proszę.
— Ale będę żądał zapłaty.
— Ile?
— Całusa.
— Proszę naprzód dać mi obrazek do ręki.
Teraz Polly z kolei sprawiała wrażenie podstępnej. Graham dał jej rycinę. W tej samej chwili wymknęła się swojemu wierzycielowi i uciekła do ojca, znajdując bezpieczne schronienie na jego kolanach. Graham udał wielce zagniewanego i poskoczył za nią. W strachu przed nim ukryła twarz w fałdach ojcowej kamizelki.
— Ojczulku!... Ojczulku!... Każ mu odejść!
— Nie odejdę! — zagroził Graham.
Z odwróconą twarzą wyciągnęła rączkę gestem odpychającym, aby nie dopuścić go do siebie.
— W takim razie pocałuję cię w rękę — rzekł — w tej samej chwili jednak rączka zacisnęła się w miniaturową