Strona:PL Bronte - Villette.djvu/34

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


już być w łóżeczku, ale czekała pani na pewno na mnie, aby przyjrzeć mi się jak wyglądam, prawda?
— Nie. Wcale nie.
— Jestem pewien, że powodem tego opóźnionego pójścia spać była chęć korzystania z przyjemności, jaką darzy moje towarzystwo. Wiedziała pani, że przyjadę dzisiaj i stąd to czekanie na możność zobaczenia mnie?
— Nie poszłam spać dlatego, że jest tutaj mój ojczulek, a wcale nie kto inny.
— Ślicznie, łaskawa pani. Stanę się na pewno ulubieńcem pani: polubi pani wkrótce moje towarzystwo bardziej jeszcze, niż towarzystwo swego ojczulka, ośmielę się wyrazić przypuszczenie.
Powiedziała dobranoc pani Bretton i mnie; zawahała się, niepewna czy Graham zasługuje na te same względy, ale on w tej samej chwili pochwycił ją i uniósł w górę jedną ręką i tą jedną ręką trzymał ją wysoko ponad swoją głową. Odbicie własne w tej pozycji ujrzała w lustrze, zamieszczonym nad kominkiem. Nagłość, i łobuzowska bezceremonialność tego gestu, a nade wszystko okazany przez Grahama brak szacunku dla jej osoby, były nie do zniesienia.
— Mógłby się pan wstydzić, panie Grahamie! — krzyknęła z oburzeniem — proszę mnie spuścić! — A kiedystanęła ponownie na własnych nogach na podłodze, dodała z powagą: — Ciekawa jestem, co pomyślałby pan o mnie, gdybym chciała zrobić to samo z panem i podniosła pana jedną ręką (pogroziła mu imponującą górną swoją kończyną) jak służący Warren podnosi małą kotkę.
Powiedziawszy to, wyszła z godnością z pokoju.