Strona:PL Bronisława Ostrowska - Opale.djvu/040

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Wabnemi ciały błyskają przelotem
Jak białe kwiaty na wodnych mchach wiszą,
Lecz pan ich oczy zatopił w dnie złotem,
Choć mu rusałki u nóg się kołyszą
I pragną drżące na każde wezwanie
Swojemu władcy dać szał i kochanie.

Do innej, innej, widzianej w snach pani
Śle dziewosłęby wieczystej tęsknoty
Ten, co jak pyszni duchowie wygnani
Wiecznie na słońce wznosi błędne loty. —
On gwiazdę ściągnąć by chciał do otchłani
By w pocałunkach blask wypijać złoty
I mieć kochankę ogromnie świetlaną
Całą z promieni i ognia utkaną.

A tej nie znalazł w swych niewolnic tłumie
I w państw podwodnych zwierciadlanej fali,
Tej, która chodzi w tęsknocie a w dumie,
Jak złota gwiazda po niebie z opali,
A przecie gorzeć i miłować umie,
Jako orlica, co w słońcu się pali,
A tej nie znalazł w głębi jezior szklanej,
Tej wymarzonej i tej ukochanej.

Nieraz w odbiciach topielnych przezroczy
Obraz jej mary spostrzega nad wodą,