Strona:PL Boy - Antologia literatury francuskiej.djvu/268

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


głową tak jak biorę rękami. Nietylko zasada mojej myśli jest mi nieznana, ale zasada moich ruchów również jest dla mnie ukryta: nie wiem dlaczego istnieję. Tymczasem, zasypują mnie codziennie pytaniami co do wszystkich tych punktów; trzeba odpowiadać; nie mam nic rozsądnego do powiedzenia; gadam wiele, i, kiedy skończę mówić, doznaję uczucia pomieszania i wstydu za samego siebie.
„Gorzej jeszcze o wiele, kiedy mnie pytają czy Brama począł się z Wisznu, czy też obaj są wieczni. Bóg mi świadkiem, nie mam o tem najmniejszego pojęcia; widać to z moich odpowiedzi. „Ach, wielebny ojcze, powiadają, poucz nas, czem się dzieje iż zło zalewa całą ziemię“. Jestem w równym kłopocie jak ci którzy pytają mnie o to; tłumaczę im niekiedy, że wszystko dzieje się jak najlepiej: ale ci, których spotkała ruina lub kalectwo na wojnie, nie chcą w to wierzyć, ani ja też nie. Chowam się do domu, przygnieciony własną ciekawością i niewiedzą. Czytam dawne księgi, ale one zdwajają jeszcze ciemności wkoło mnie. Zwracam się do innych braminów: jedni odpowiadają, że trzeba używać życia i drwić sobie z ludzi; inni mniemają, iż wiedzą coś i gubią się w niedorzecznych rojeniach; wszystko to wzmaga jeno bolesne uczucie jakiego doświadczam. Bliski jestem niekiedy rozpaczy, kiedy myślę, iż, po wszystkich dociekaniach, nie wiem ani skąd się biorę, ani czem jestem, ani dokąd pójdę, ani co się ze mną stanie“.
Stan tego zacnego męża obudził we mnie prawdziwe współczucie, jako iż był to człowiek nad wyraz rozsądny i najlepszej wiary. Zrozumiałem, że, im więcej posiadał światła w głowie a uczucia w sercu, tem bardziej był nieszczęśliwy.
Tegoż samego dnia, spotkałem staruszkę, sąsiadkę dobrego bramina: zapytałem, czy martwi ją niekiedy, iż nie wie jakiej przyrody jest jej dusza. Nie zrozumiała nawet pytania: nie zastanawiała się nigdy, ani przez